Category Archives: Carl

Carl 00

jest ciężko. przeczesuję łapą zlepione futro, zupełnie bezmyślnie.
moja nora nigdy jeszcze mnie tak nie przerażała. mam wrażenie że wszystkie meble gniją, stół chwieje się na nogach, kuchnia wymiotuje przypalonymi resztkami a za płótnem mojego jedynego obrazu coś się czai. może to pająki. wszystko może być winą pająków. źle im się oddycha wilgotnym powietrzem Ścieku więc zagnieździły się w mojej norze. zawsze byłem dumny z pomysłu, by wysypać podłogę ryżem. wchłonął całą wilgoć. teraz ziarenka złowieszczo świecą się w półmroku.

nie, muszę się opanować. napewno nie ma tu żadnych pająków.

jakoś nawet nie jestem głodny. leżę nago na materacu i pocę się jak mysz. mysz! co za zabawna ironia. zawsze zadrościłem tym małym słodkim, pachnącym myszkom, które mogą się z łatwością zmieścić w każdy otwór i dostają każdą czystą i dobrze płatną robotę w Ścieku. a ja muszę żyć z tego co wyłowię i sprzedam na targu! jest ciężko, naprawdę ciężko

oczy same mi się zamykają i zasypiam na kolejne nie wiadomo ile godzin. śnię krótkie, jasne sny o czasach, w których byłem szczęśliwy… może to tylko sny, może tak nigdy nie było

budzi mnie skrzypienie dochodzące od strony drzwi, tak jakby z ulicy. z chodnika. rytmiczne dźwięki zbliżają się. rower? kto by jeździł na rowerze po chodnikach w tej części Ścieku? chociaż tu wszystko jest możliwe. nagle dźwięk ustaje, dziwnie blisko wejścia do mojej nory. słyszę człapanie, które zatrzymuje się przed drzwiami.


dziwne, ale trochę się przestraszyłem. Może nawet nie tyle tego kogoś lub czegoś za drzwiami ale tego, że będe musiał wstać i przejść przez mieszkanie do drzwi.

kroki zatrzymują się na wycieraczce i mogę już wyczuć zapach żaby, która stoi za drzwiami. czego chce od mojej nory, jak ją znalazła. słyszę szelest papierów i stęknięcie płaza, który, widzę to dokładnie w wyobraźni, napewno zabiera się do rozebrania mojego zamka i wtargniecia do środka

ale nie. coś jasnego i pachnącego czystością (oraz łapami żaby) wsuwa sie szczeliną pod drzwiami. po chwili słyszę zrezygnowane kroki zmęczonego zwierzęcia i oddalające się skrzypienie zardzewiałego pojazdu. jak ona jeździ na rowerze?

podnoszę się i prawie przewracam, bo od długiego leżenia kręci mi się w głowie. podchodzę do drzwi i schylam się po przedmiot, który okazuje się zaadresowaną kopertą. nie wiedziałem, że mam adres! rozrywam ją niepewnie. kurcze, to pierwsza od paru dni sytuacja, a wnioskując po stanie mojego futra może nawet i tygodni, która zmusiła mnie do wstania z materaca.

czytam list i nogi same się podemna uginają. osuwam się na ścianę a serce mi wali jak po dzbanku specjału kawowo – nikotynowego w barze górniczym „Kilof”.

to list od wuja Schrinka. kartka wypada mi z rąk.

Kurwa jego mać! on chce przyjechać w odwiedziny!

Reklamy