Prolog – Will 1

Siedzi jakiś facet przy barze i pieprzy smuty, a ja sobie myślę, ‚czym ja sobie zasłużyłem, że siedzę w tym zaplutym barze?’ Niestety nadchodzi odpowiedź. ‚Bo się nie chciało.’ No faktycznie, nie chciało się i nadal się nie chce. Zresztą teraz i tak już za późno, żeby cokolwiek zmienić. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dopijam lurę, którą mi podała kelnerka. Najwyraźniej komuś papieros wpadł do gara z herbatą, albo po prostu ten smród przeniknął nawet filiżanki. Rzucam baksa na stół i wychodzę. Na ulicy wyciągają gościa z samochodu, w alejce, którą mijam jakiś koleś tłucze dziwkę, ale co mnie to obchodzi. Nic. Pewnie i tak zaraz wyjdzie jej alfons z obstawą i porządnie spierze gościa. Tak to już bywa. Jednak na moje nieszczęście na moment mój wzrok spotkał jej i wszystko stało się jasne. Nikt nie wyjdzie po nią, nie obroni jej, nie wymierzy sprawiedliwości, jej wzrok mówi, że wie, iż jest skończona, bo już i tak ją koleś obił na tyle, że długo nikt jej nie zechce, ta kręcąca się w jej oku łza mówi mi, że załuje, wydaje się mi mówić, że ma mnie w dupie, ma w dupie, czy jej pomogę czy nie, bo i tak jest stracona.

Zauwazył. Widzi, że się patrzę. Czy to wystarczy? Nie. Staję więc na środku alejki. Przestał. Ona opada na ziemię. Nie widzę jego twarzy, bo skryła się w cieniu. Ale czuję smród, smród jego strachu. To dobrze. Robię pierwszy krok. On znika za zakrętem. Szybki jest. Ma szczęście. Zrobiłem swoje. Nic nie zrobiłem, ale co z tego. Nie obchodzi mnie, czy będzie za to dla mnie punkcik na sądzie ostatecznym, czy tylko ćwierć. Nie wiem, czemu w ogóle zareagowałem. Przecież mi się nie chce. Co za różnica. Nie moja sprawa. Ktoś ją zabierze, ktoś ją znajdzie. Czy to będą miejscy, czy łowcy trupów, teraz moja kolej, żeby powiedzieć ‚mam to w dupie’, więc zrobię to. Mam Cię w dupie dziwko. Możesz mi dziękować w myślach jeśli chcesz, ale ja i tak mam to w dupie. Przynajmniej na razie, dopóki nie zechcesz się odwdzięczyc. Bywaj. Obyś się pozbierała… nie… co ja gadam. Przecież mnie to nie obchodzi… Czyżby… Jednak masz dziś niebywałe szczęście. Odstawię Cię gdzieś. Podchodzę do niej. Oddycha. Chyba śpi, ale żyje, bo jęczy z bólu jak ją podnoszę. To dobry znak.

Zaniosłem ją do Jack’a. Powiedział, że zrobi co się da. Zapewne. Już ja go znam. Na pewno sobie weźmie od niej odpowiednią zapłatę stary zboczeniec, ale cholera, jest najlepszym lekarzem w mieście. Będzie dobrze. Jeden partner więcej jej nie zaszkodzi. Zresztą, na pewno nie będzie chciał jej uszkodzić bardziej, więc poczeka, aż się dziewczyna trochę wykuruje. Dziewczyna… Jakiś sentymentalny się dziś zrobiłem. Niedobrze. Spróbuję zabić to snem. Ciężki dzień dziś był. Zrobiłem dużo niczego… A jednak…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s